描述
W “Krypcie kapucynów”, kontynuacji wybitnego “Marsza Radetzky’ego”, Roth po raz ostatni roztacza przed czytelnikiem universum Austrii. Jej główny bohater Franciszek Ferdynand, ostatni z Trottów, słoweńskiego rodu obdarzonego szlachectwem pod Solferino, przygląda się końcowi republiki austriackiej.
Ktoś, kto lubi miejskie spacery i chętnie przechadza się po centrum Paryża – jeśli tylko nadarza się okazja – nie może nie zauważyć tablicy na domu znajdującym się na samym końcu szerokiej i nieco archaicznej, oszczędzonej przez nowoczesne przemiany rue de Tournon. Ulica ta, mimo że znajduje się w samym sercu miasta, wydaje się nieco rozmarzona; nie ma tu nadmiernego ruchu samochodowego, nie znajdziemy tu też ani domów towarowych, ani modnych kawiarni, co najwyżej parę staroświeckich sklepów. Tablica przypomina, że tu właśnie, w tym budynku, mieścił się hotel, w którym spędził ostatnie lata życia wybitny pisarz, Joseph Roth (dwa kroki dalej zaczyna się już piękny Ogród Luksemburski). Tablica – jak wszystkie tego rodzaju enuncjacje – jest oczywiście niezmiernie lakoniczna i nie wspomina o dramatach, jakie przeżywał w tym miejscu galicyjsko-austriacki pisarz, nie mówi nic o obłędzie jego żony, o alkoholizmie, z którym zmagał się Roth, o jego przyjaźni ze Stefanem Zweigiem (który często służył mu wsparciem, niekiedy także finansowym) ani też o jego głębokim, uzasadnionym niestety, pesymizmie politycznym.
Joseph Roth zakończył swe krótkie życie w Paryżu, czyli w ville lumière, ale rozpoczął je w miasteczku dużo mniej sławnym, znacznie ciemniejszym, mianowicie w galicyjskich Brodach, w rodzinie żydowskiej. W Brodach, które dawniej leżały tuż obok granicy między cesarstwem Habsburgów i Rosją.
Słyszałem kiedyś dość okrutną anegdotę o dzisiejszych Brodach, miasteczku oddalonym o niecałe sto kilometrów od otóż mówi się, że kiedy mieszkańcy tego grodu widzą z daleka obłok kurzu na gościńcu i domyślają się, iż zmierza w ich stronę autokar wiozący turystów, zakładają się między sobą, czy wycieczka będzie zainteresowana Josephem Rothem, czy też może dywizją SS Galizien (która została rozgromiona w tym miejscu przez Armię Czerwoną w lipcu 1944 roku).
Anegdota nie jest wcale śmieszna, zawiera w sobie jednak – niespodziewanie – ważny element biograficzny dotyczący Josepha Rotha. Największą, najbardziej przerażającą zmorą jego życia była bowiem ekspansja hitleryzmu, którą uważnie śledził. To, że urodzony w Brodach, wykształcony głównie w Wiedniu pisarz i dziennikarz – mówiący po polsku, ale ze świadomego wyboru piszący po niemiecku – stał się w latach trzydziestych XX wieku elegijnym piewcą tradycji katolickiego cesarstwa Habsburgów, że bohaterem i „podmiotem” jego najbardziej znanych powieści stała się szlachecka rodzina Trottów, że składał spóźniony hołd Franciszkowi Józefowi, nie było tylko rezultatem mistycznej konwersji, ewolucji czysto artystycznej czy psychologicznej, wynikało także z realistycznej konstatacji, z trzeźwego rachunku politycznego, podniesionego następnie do rangi literackiego wyznania wiary – wiary w lepszą, liberalną cywilizację (już nieistniejącą). My dzisiaj niekoniecznie widzimy w Habsburgach piewców demokracji (historycy przypominają nam też o ich wrogości wobec Polski w ostatniej fazie pierwszej wojny światowej), potrafimy znaleźć lepsze jej przykłady i wcielenia, ale dla Rotha stali się oni konkretną i zarazem symboliczną metaforą „społeczeństwa otwartego” – na tle radykalnego barbarzyństwa Trzeciej Rzeszy. Trzecia Rzesza w końcu dotarła też do Paryża, zajęła ville lumière, okupowała wszystkie paryskie ulice, łącznie z rue de Tournon; Roth jednak umarł w roku 1939, nie dożył już tej katastrofy.
Na czym polega urok późnych powieści Rotha, a w szczególności Krypty kapucynów (przypomnijmy, że to właśnie w „krypcie u kapucynów” w Wiedniu znajdują się groby Habsburgów, chowanych tam począwszy od roku 1633, więc krypta ta ma symboliczne znaczenie) i Marsza Radetzky’ego? Niełatwo to zdefiniować – ale spróbujmy. Wydaje mi się, że chodzi tu o splot dwu różnych modeli powieściowych, czy wręcz dwu estetyk. Z jednej strony będzie to model powieści poniekąd filozoficznej, ideowej, gdzie postaci zarówno głównego bohatera, jak i jego przyjaciół (kuzyna Józefa Branko i furmana Manesa Reisigera, a także hrabiego Chojnickiego) mają charakter mocno szablonowy, przykrojony do „tezy” książki. Ktoś, kto byłby nieżyczliwy autorowi, mógłby wręcz wyśmiać niesłychaną idealizację Austro-Węgier; obraz tego cesarstwa nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością, dużo więcej z nostalgią.
Z drugiej jednak strony żywiołowy talent Josepha Rotha, który i jako dziennikarz, i jako powieściopisarz był znakomitym obserwatorem, sprawia, że co rusz zapominamy o owej „tezie”, o szlachetnej, legendotwórczej publicystyce historycznej, jaką podszyta jest książka. Dzieje się tak dlatego, że Roth jednocześnie daje swoim postaciom mnóstwo znakomicie podpatrzonych rysów, mnóstwo szczegółów psychologicznych; nieomal widzimy ic...
Ktoś, kto lubi miejskie spacery i chętnie przechadza się po centrum Paryża – jeśli tylko nadarza się okazja – nie może nie zauważyć tablicy na domu znajdującym się na samym końcu szerokiej i nieco archaicznej, oszczędzonej przez nowoczesne przemiany rue de Tournon. Ulica ta, mimo że znajduje się w samym sercu miasta, wydaje się nieco rozmarzona; nie ma tu nadmiernego ruchu samochodowego, nie znajdziemy tu też ani domów towarowych, ani modnych kawiarni, co najwyżej parę staroświeckich sklepów. Tablica przypomina, że tu właśnie, w tym budynku, mieścił się hotel, w którym spędził ostatnie lata życia wybitny pisarz, Joseph Roth (dwa kroki dalej zaczyna się już piękny Ogród Luksemburski). Tablica – jak wszystkie tego rodzaju enuncjacje – jest oczywiście niezmiernie lakoniczna i nie wspomina o dramatach, jakie przeżywał w tym miejscu galicyjsko-austriacki pisarz, nie mówi nic o obłędzie jego żony, o alkoholizmie, z którym zmagał się Roth, o jego przyjaźni ze Stefanem Zweigiem (który często służył mu wsparciem, niekiedy także finansowym) ani też o jego głębokim, uzasadnionym niestety, pesymizmie politycznym.
Joseph Roth zakończył swe krótkie życie w Paryżu, czyli w ville lumière, ale rozpoczął je w miasteczku dużo mniej sławnym, znacznie ciemniejszym, mianowicie w galicyjskich Brodach, w rodzinie żydowskiej. W Brodach, które dawniej leżały tuż obok granicy między cesarstwem Habsburgów i Rosją.
Słyszałem kiedyś dość okrutną anegdotę o dzisiejszych Brodach, miasteczku oddalonym o niecałe sto kilometrów od otóż mówi się, że kiedy mieszkańcy tego grodu widzą z daleka obłok kurzu na gościńcu i domyślają się, iż zmierza w ich stronę autokar wiozący turystów, zakładają się między sobą, czy wycieczka będzie zainteresowana Josephem Rothem, czy też może dywizją SS Galizien (która została rozgromiona w tym miejscu przez Armię Czerwoną w lipcu 1944 roku).
Anegdota nie jest wcale śmieszna, zawiera w sobie jednak – niespodziewanie – ważny element biograficzny dotyczący Josepha Rotha. Największą, najbardziej przerażającą zmorą jego życia była bowiem ekspansja hitleryzmu, którą uważnie śledził. To, że urodzony w Brodach, wykształcony głównie w Wiedniu pisarz i dziennikarz – mówiący po polsku, ale ze świadomego wyboru piszący po niemiecku – stał się w latach trzydziestych XX wieku elegijnym piewcą tradycji katolickiego cesarstwa Habsburgów, że bohaterem i „podmiotem” jego najbardziej znanych powieści stała się szlachecka rodzina Trottów, że składał spóźniony hołd Franciszkowi Józefowi, nie było tylko rezultatem mistycznej konwersji, ewolucji czysto artystycznej czy psychologicznej, wynikało także z realistycznej konstatacji, z trzeźwego rachunku politycznego, podniesionego następnie do rangi literackiego wyznania wiary – wiary w lepszą, liberalną cywilizację (już nieistniejącą). My dzisiaj niekoniecznie widzimy w Habsburgach piewców demokracji (historycy przypominają nam też o ich wrogości wobec Polski w ostatniej fazie pierwszej wojny światowej), potrafimy znaleźć lepsze jej przykłady i wcielenia, ale dla Rotha stali się oni konkretną i zarazem symboliczną metaforą „społeczeństwa otwartego” – na tle radykalnego barbarzyństwa Trzeciej Rzeszy. Trzecia Rzesza w końcu dotarła też do Paryża, zajęła ville lumière, okupowała wszystkie paryskie ulice, łącznie z rue de Tournon; Roth jednak umarł w roku 1939, nie dożył już tej katastrofy.
Na czym polega urok późnych powieści Rotha, a w szczególności Krypty kapucynów (przypomnijmy, że to właśnie w „krypcie u kapucynów” w Wiedniu znajdują się groby Habsburgów, chowanych tam począwszy od roku 1633, więc krypta ta ma symboliczne znaczenie) i Marsza Radetzky’ego? Niełatwo to zdefiniować – ale spróbujmy. Wydaje mi się, że chodzi tu o splot dwu różnych modeli powieściowych, czy wręcz dwu estetyk. Z jednej strony będzie to model powieści poniekąd filozoficznej, ideowej, gdzie postaci zarówno głównego bohatera, jak i jego przyjaciół (kuzyna Józefa Branko i furmana Manesa Reisigera, a także hrabiego Chojnickiego) mają charakter mocno szablonowy, przykrojony do „tezy” książki. Ktoś, kto byłby nieżyczliwy autorowi, mógłby wręcz wyśmiać niesłychaną idealizację Austro-Węgier; obraz tego cesarstwa nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością, dużo więcej z nostalgią.
Z drugiej jednak strony żywiołowy talent Josepha Rotha, który i jako dziennikarz, i jako powieściopisarz był znakomitym obserwatorem, sprawia, że co rusz zapominamy o owej „tezie”, o szlachetnej, legendotwórczej publicystyce historycznej, jaką podszyta jest książka. Dzieje się tak dlatego, że Roth jednocześnie daje swoim postaciom mnóstwo znakomicie podpatrzonych rysów, mnóstwo szczegółów psychologicznych; nieomal widzimy ic...